Lekka jak wiosenny puch
gdzieś spod przymkniętych powiek
w odległy świat wymykam się
podró¿uj¹c sobie
Mijam domy i ludzi
co spieszą się do pracy
a dla mnie czas nie liczy się
czas dla mnie nic nie znaczy
Podróży mojej minoł dzień
a może całe wieki
lecz dla mnie czas nie liczy się
gdy przymknę swe powieki
powieki
wieki
wieki
Żeby coś się zdarzyło
żeby mogło się zdarzyć
i zjawiła się miłość
trzeba marzyć
Gdy spadają jak liście
kartki dat z kalendarzy
kiedy szaro i mgliście
trzeba marzyć i marzyć
w chłodnej, pustej godzinie
na swój los się odważyć
nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wiecznej tęsknoty
wraca fala do plaży
ty pamietaj wciąż o tym
trzeba marzyć
marzyć...
marzyć...
Teraz o tym wiem
kiedy świat na mnie czasem
rozgniwa się
daje smutek bym
tam gdzie wieżowca oko
czekała aż do zmroku
w tym z najdalszych miejsc
by pchłą stać się małą
teraz o tym wiem... aż do zmroku
sama tak
i czuła się tak marnie
poczuła się tak marnie
jagby bóg, dobry bóg
nie lubił pcheł
(one - nah - wanna - ee - yeah...)